LayerZero przyznaje się do błędu po hacku
Po ataku na Kelp DAO LayerZero zmienia narrację i przyznaje, że dopuściło ryzykowną konfigurację zabezpieczeń dla transferów o wysokiej wartości.
LayerZero zmienia ton po ataku na Kelp DAO
LayerZero przyznało, że popełniło błąd w sprawie ataku na Kelp DAO, w którym zniknęły aktywa warte 292 mln USD. To wyraźny zwrot w narracji firmy, która wcześniej przez tygodnie sugerowała, że główną odpowiedzialność ponosił deweloper projektu.
W najnowszym oświadczeniu firma napisała wprost, że dopuściła do sytuacji, w której jej własna sieć weryfikatorów, czyli DVN (decentralized verifier network), zabezpieczała transfery o wysokiej wartości w zbyt ryzykownej konfiguracji.
Co dokładnie poszło nie tak?
LayerZero wcześniej wskazywało, że Kelp DAO używało ustawienia 1/1, w którym do zatwierdzenia transferu między łańcuchami wystarczał jeden weryfikator. Taka konfiguracja tworzy pojedynczy punkt awarii.
Teraz firma przyznała, że sama nie powinna była dopuścić swojego DVN do działania w takim modelu przy transakcjach o dużej wartości. Jak podkreślono, problem nie polegał na kompromitacji samego protokołu LayerZero, lecz na ataku wymierzonym w wewnętrzną infrastrukturę RPC używaną przez DVN. W tym samym czasie zewnętrzni dostawcy RPC również mieli mierzyć się z atakami DDoS.
LayerZero podsumowało sprawę krótko: „popełniliśmy błąd” i nie dopilnowaliśmy, co dokładnie było zabezpieczane przez DVN.
Zmiany w zabezpieczeniach
W reakcji na incydent LayerZero Labs ogłosiło kilka zmian:
- DVN firmy nie będzie już obsługiwać konfiguracji 1/1,
- domyślne ustawienia mają być migrowane do schematu 5/5 tam, gdzie to możliwe,
- na łańcuchach, gdzie dostępne są tylko trzy DVN, minimalnym standardem ma być 3/3.
W praktyce oznacza to większą liczbę wymaganych potwierdzeń przed wykonaniem transferu, a więc wyższy próg bezpieczeństwa i mniejsze ryzyko, że jeden słaby punkt doprowadzi do przejęcia środków.
Stara wpadka też wróciła na tapetę
Firma ujawniła również dawny incydent związany z multisigiem sprzed około 3,5 roku. Jeden z sygnatariuszy miał użyć służbowego hardware wallet do prywatnej transakcji, zamiast własnego urządzenia.
LayerZero uznało to za niedopuszczalne i poinformowało, że:
- sygnatariusz został usunięty z multisigu,
- portfele zostały zrotowane,
- zaktualizowano procedury bezpieczeństwa,
- dodano lokalne oprogramowanie do wykrywania anomalii,
- stworzono własny multisig o nazwie OneSig.
Presja konkurencji rośnie
Sprawa ma też wymiar biznesowy. Po ataku Kelp DAO przeniosło swój bridge rsETH do Chainlink, korzystając z konkurencyjnego rozwiązania Cross-Chain Interoperability Protocol.
To nie jedyny cios. Solv Protocol poinformował, że po dodatkowym audycie bezpieczeństwa przenosi ponad 700 mln USD infrastruktury bitcoin tokenized poza LayerZero.
W świecie infrastruktury blockchain takie decyzje potrafią szybko zmienić układ sił. Dla klientów liczy się nie tylko technologia, ale też to, jak dostawca reaguje na kryzys i czy potrafi utrzymać zaufanie po incydencie.
Dlaczego to ważne dla rynku?
Mosty między blockchainami należą do najbardziej wrażliwych elementów całego ekosystemu. Łączą różne sieci i umożliwiają przenoszenie aktywów, ale jednocześnie wprowadzają dodatkowe ryzyko techniczne.
Przypadek LayerZero pokazuje, że nawet duży dostawca infrastruktury może narazić się na krytykę, jeśli dopuści zbyt słabe ustawienia zabezpieczeń. Jednocześnie spór o odpowiedzialność pozostaje otwarty: firma przyznała się do błędu, ale nadal twierdzi, że deweloperzy muszą sami definiować swoje założenia bezpieczeństwa.
Na razie jedno jest jasne — po tym incydencie LayerZero będzie musiało odbudowywać zaufanie nie tylko słowami, ale przede wszystkim zmianami w architekturze i praktyce działania.