Bitcoin i prywatność: dwa ważne ruchy
Najwięksi górnicy Bitcoina wspierają Stratum V2, a Google krytykowany jest za aktualizację reCAPTCHA, która utrudnia życie użytkownikom prywatności.
Dwie wiadomości, które pokazują kierunek zmian w krypto
W świecie kryptowalut jednego dnia można zobaczyć zarówno krok w stronę większej decentralizacji Bitcoina, jak i kolejny spór o prywatność w sieci. Tym razem chodzi o dwa głośne tematy: rosnące poparcie największych pul wydobywczych dla Stratum V2 oraz krytykę nowej wersji Google reCAPTCHA, która według obrońców prywatności utrudnia korzystanie z internetu użytkownikom „odgooglowanych” Androidów.
Najwięksi górnicy Bitcoina stawiają na Stratum V2
Siedem dużych pul wydobywczych Bitcoina, odpowiadających łącznie za niemal 75% globalnego hashrate, dołączyło do grupy wspierającej Stratum V2. Wśród nich znalazły się m.in. Foundry, AntPool, F2Pool, SpiderPool i MARA Pool.
To ważna zmiana, bo Stratum V2 jest otwartym protokołem komunikacji między pulą a górnikami. W praktyce oznacza to, że to indywidualni górnicy, a nie operator puli, mogą decydować, jakie transakcje trafią do nowego bloku. To właśnie ten element od lat budził obawy o zbyt dużą centralizację w kopaniu Bitcoina.
Co zmienia Stratum V2?
Najprościej mówiąc:
- w Stratum V1 to operator puli wybiera transakcje do bloku,
- w Stratum V2 decyzja może wrócić do górnika wykonującego pracę obliczeniową.
Stratum V2 nie zmniejsza koncentracji hashrate, ale ogranicza ryzyko związane z tym, kto kontroluje selekcję transakcji. Dla społeczności Bitcoina to istotne, bo właśnie w tym obszarze pojawiały się najgłośniejsze zarzuty wobec współczesnego modelu wydobycia.
Według podanych danych, sama Foundry kontroluje około 34,2% globalnego hashrate, AntPool około 14,2%, F2Pool 11,3%, a SpiderPool 10,5%. MARA Pool dorzuca kolejne 4,7%.
Presja ekonomiczna w mining'u rośnie
Zmiana następuje w momencie, gdy górnicy mierzą się z coraz trudniejszą sytuacją finansową. Szacunki wskazują, że nawet 20% minerów może obecnie działać nierentownie. Jednocześnie rośnie trudność sieci, a hashrate Bitcoina nadal idzie w górę.
W przytoczonych danych:
- hashprice wynosił około 38,57 USD za petahash na sekundę dziennie,
- trudność sieci miała wzrosnąć z 132,47T do 135,64T,
- hashrate sieci sięgał 998 EH/s.
To wszystko pokazuje, że branża kopania Bitcoina działa dziś pod silną presją kosztową, a każdy ruch poprawiający efektywność lub przejrzystość ma znaczenie.
Google reCAPTCHA pod ostrzałem krytyki
Drugi temat dotyczy internetu poza blockchainem, ale również zahacza o technologię i kontrolę nad dostępem. Nowa wersja Google reCAPTCHA spotkała się z ostrą krytyką od obrońców prywatności, którzy twierdzą, że system może blokować użytkowników korzystających z urządzeń i systemów nastawionych na większą anonimowość.
Chodzi przede wszystkim o telefony z GrapheneOS i CalyxOS, czyli tzw. de-Googled phones — urządzenia, które ograniczają zależność od usług Google. Według krytyków nowy mechanizm weryfikacji wymaga działania Google Play Services lub odpowiednika od Apple, co wyklucza część użytkowników dbających o prywatność.
Dlaczego budzi to sprzeciw?
Google wprowadziło system nazwany Cloud Fraud Defense, określany jako kolejny etap rozwoju reCAPTCHA. Zamiast tradycyjnego wybierania obrazków, część użytkowników ma być weryfikowana przez kod QR i mechanizmy powiązane z certyfikowanym urządzeniem.
Krytycy zwracają uwagę, że:
- system faworyzuje sprzęt i oprogramowanie zatwierdzone przez Google lub Apple,
- osoby korzystające z alternatywnych systemów mogą zostać odcięte od części stron,
- rozwiązanie może bardziej służyć kontroli ekosystemu niż bezpieczeństwu.
W praktyce problem dotyczy nie tylko telefonów, ale też szerszej kwestii: kto decyduje, jakie urządzenie jest „wystarczająco prawdziwe”, by korzystać z internetu.
Spór o bezpieczeństwo i monopol
Google argumentuje podobne rozwiązania względami bezpieczeństwa, ale przeciwnicy tej logiki podnoszą, że system nie zawsze traktuje jednakowo różne urządzenia i platformy. Krytyka nasiliła się, gdy przypomniano wcześniejszą próbę wprowadzenia podobnej koncepcji pod nazwą Web Environment Integrity.
Tamten pomysł został wcześniej zablokowany po sprzeciwie środowisk technologicznych. Teraz obawy wracają, tyle że w nowej formie — mniej widocznej, ale nadal opartej na kontroli dostępu przez duże platformy.
Wspólny mianownik: kontrola
Choć oba tematy dotyczą różnych obszarów, łączy je jeden motyw: kto ma kontrolę nad technologią.
- W Bitcoinie chodzi o to, czy decyzje związane z blokami pozostaną możliwie rozproszone.
- W przypadku internetu — o to, czy użytkownik może sam decydować o swoim urządzeniu i sposobie korzystania z sieci.
W obu przypadkach widać ten sam konflikt między wygodą i standaryzacją a decentralizacją i prywatnością.