Upadek Knaken i Vancelian: klienci bez środków
Dwa europejskie projekty krypto wpadają w procedury upadłościowe. W tle są zajęcia aktywów, sporne prawa klientów i walka o odzyskanie pieniędzy.
Dwa upadki, jeden problem: co z pieniędzmi klientów?
W krótkim czasie pojawiły się dwa głośne przypadki pokazujące, jak krucha bywa sytuacja użytkowników platform krypto, gdy projekt trafia do upadłości lub traci zgodę regulatora. W Holandii prokuratura sprzedała kryptowaluty zajęte z upadłej platformy Knaken, a we Francji platforma Vancelian została skierowana do likwidacji po cofnięciu jej rejestracji PSAN.
Choć oba wydarzenia dotyczą innych rynków i innych modeli działania, łączy je jedno: klienci zostają wciągnięci w wielomiesięczne lub wieloletnie postępowania, w których odzyskanie środków staje się niepewne.
Holandia: sprzedaż kryptowalut z Knaken
Holenderska prokuratura sprzedała kryptowaluty zabezpieczone w sprawie Knaken, uzyskując z tego tytułu 2,5 mln dolarów, czyli około 2,2 mln euro. Pieniądze mają zasilić masę upadłościową i zostać wykorzystane na spłatę wierzycieli.
Knaken działał jako platforma umożliwiająca zakup, handel i przechowywanie kryptowalut. Problem polegał na tym, że firma funkcjonowała bez licencji wymaganej przez lokalny nadzór. W czerwcu platforma przestała działać, a 16 lipca sąd w Rotterdamie ogłosił jej bankructwo.
Wyznaczony syndyk, Carl Hamm, szacuje, że klienci wpłacili łącznie od 12 mln do 14 mln dolarów. Jak podkreśla, środki ze sprzedaży kryptowalut są obecnie jedyną gotówką w całym postępowaniu.
Klienci myśleli, że posiadają krypto
Największy problem w sprawie Knaken ma charakter strukturalny. Według syndyka klient, który wpłacał np. 100 euro na zakup Bitcoina, płacił firmie 1 euro prowizji, a za pozostałe 99 euro Knaken kupował pozycję na giełdzie. Taka pozycja należała jednak do samej spółki.
Na koncie użytkownika widniała określona ilość kryptowaluty, ale w praktyce klient miał jedynie roszczenie o równowartość w euro. Wiele osób sądziło, że faktycznie posiada konkretne coiny. Syndyk twierdzi też, że Knaken nie przechowywał kryptowalut odpowiadających saldom klientów, a środki z inwestycji i koszty działalności „dawno trafiły do jednego worka”.
W efekcie sytuacja klientów jest znacznie gorsza, niż wielu z nich zakładało.
Spór o to, czy prokuratura mogła sprzedać aktywa
Jeden z prawników reprezentujących poszkodowanego klienta zakwestionował sam fakt sprzedaży przejętych kryptowalut. Jego zdaniem nie jest jasne, do kogo należały te aktywa. Porównał sprawę do sytuacji, w której samochód pozostawiony w garażu firmy trafia na sprzedaż tylko dlatego, że właściciel garażu zbankrutował.
Prokuratura nie ujawniła szczegółowego uzasadnienia swojej decyzji. Z lokalnych relacji wynika jednak, że mogła skorzystać z przepisów pozwalających sprzedać zajęte rzeczy narażone na utratę wartości. Syndyk przyznał, że przy tak zmiennym rynku decyzja była z jego perspektywy zrozumiała.
Knaken, hack i kontrowersje wokół spółki
Problemy Knaken zaczęły się już wcześniej. W 2020 roku doszło do kradzieży 23 BTC, które według właściciela firmy miały wartość około 162 tys. dolarów w momencie ataku. Straty liczone były jednak w milionach.
Mimo to spółka nadal pozyskiwała klientów i podpisywała umowy sponsorski z klubami piłkarskimi. To właśnie obecność znanych marek miała u części użytkowników wzbudzać zaufanie.
W toku postępowania pojawiła się też informacja o transferze 2,7 mln dolarów z Knaken do innej spółki kontrolowanej przez właściciela. Sąd uznał tę operację za formę konfliktu interesów. Sam zainteresowany twierdzi, że transfer był związany z marketingiem i miał służyć rozdzieleniu funkcji biznesowych. Odrzuca także sugestie, że wzbogacił się kosztem klientów.
Francja: Vancelian w likwidacji po utracie statusu PSAN
Drugi przypadek dotyczy Francji. Spółka Automata France, która prowadziła platformę Vancelian, została postawiona w stan likwidacji sądowej przez tribunal de commerce w Antibes.
To kolejny etap pogarszającej się sytuacji projektu. Na koniec czerwca francuski nadzór finansowy AMF cofnął firmie rejestrację PSAN. W praktyce oznaczało to zakaz dalszego świadczenia usług dla klientów we Francji.
Za datę zaprzestania płatności przyjęto 1 lipca 2026 r., czyli dzień po utracie rejestracji PSAN. Likwidatorem została kancelaria SELARL MJ LEFORT, reprezentowana przez Maître Yann Lefort.
Co muszą zrobić klienci Vancelian?
Dla użytkowników Vancelian likwidacja oznacza przede wszystkim konieczność zgłoszenia wierzytelności. Mają na to dwa miesiące od publikacji w BODACC. Zgłoszenia można składać bezpośrednio do likwidatora lub przez przewidziany prawem portal elektroniczny.
W praktyce klienci, którzy trzymali na platformie środki lub aktywa, stają się wierzycielami w postępowaniu i muszą dochodzić swoich roszczeń zgodnie z procedurą upadłościową.
W czerwcu i lipcu regulator nie tylko odebrał spółce rejestrację PSAN, ale też wpisał domenę vancelian.com na listę ostrzeżeń dotyczących finansowania społecznościowego, wskazując, że firma nie jest uprawniona do oferowania części usług lub produktów finansowych we Francji.
Francuski rynek się oczyszcza
Historia Vancelian kontrastuje z sytuacją innych podmiotów z branży, które w tym samym czasie uzyskują zgodność z unijnymi wymogami MiCA. To pokazuje, że rynek w Europie wchodzi w fazę selekcji: firmy niespełniające wymogów wypadają z obiegu, a te z odpowiednimi licencjami próbują budować przewagę na bardziej uporządkowanym rynku.
Wspólny mianownik: zaufanie klientów i ryzyko prawne
Sprawy Knaken i Vancelian pokazują, że w branży krypto samo logo, aplikacja czy partnerstwo marketingowe nie wystarczą, by ochronić środki użytkowników. Gdy platforma działa bez wymaganych zgód, nie utrzymuje właściwej struktury aktywów albo wpada w kłopoty prawne, klienci mogą zostać jedynie z roszczeniem wobec upadającej spółki.
To właśnie dlatego w takich przypadkach kluczowe stają się nie tylko ceny kryptowalut, ale też status prawny operatora, sposób przechowywania aktywów i to, czy środki klientów rzeczywiście są odseparowane od majątku firmy.