BTC/PLN 249,851.00 +3.16%
BTC/USD 65,872.00 +3.18%
BTC/ETH 34.068094 0.00%
ETH/PLN 7,334.39 +4.64%
ETH/USD 1,933.68 +4.67%
USD/PLN 3.7900 0.00%
BTC/PLN 249,851.00 +3.16%
BTC/USD 65,872.00 +3.18%
BTC/ETH 34.068094 0.00%
ETH/PLN 7,334.39 +4.64%
ETH/USD 1,933.68 +4.67%
USD/PLN 3.7900 0.00%
bitcoin regulacje satoshi

Pozew o 3,79 mln BTC wywołuje burzę

Nowy pozew w Nowym Jorku chce przejąć setki miliardów dolarów w dormant Bitcoin. Problem? Sieć nie uznaje wyroku bez kluczy prywatnych.

Pozew o 3,79 mln BTC wywołuje burzę

Pozew, który uderza w fundament Bitcoina

W Nowym Jorku złożono pozew, który próbuje doprowadzić do uznania praw własności do 39 069 nieaktywnych adresów Bitcoin. Łącznie chodzi o około 3,79 mln BTC, czyli kwotę wartą dziś setki miliardów dolarów.

Sprawa natychmiast zwróciła uwagę rynku, bo wśród wskazanych adresów znalazły się także portfele przypisywane Satoshi Nakamoto, wczesnym górnikom, a nawet adres powiązany z głośnym wątkiem hacku giełdy Mt. Gox.

O co dokładnie chodzi w pozwie

Według treści sprawy powód, występujący jako Noah Doe, wraz z dwoma spółkami z Wyoming chce, by sąd uznał te środki za porzucone mienie i przyznał mu do nich prawa na podstawie prawa Nowego Jorku.

Z dokumentów wynika, że strona powodowa miała zgłosić sprawę na policję i próbować powiadomić potencjalnych właścicieli. Problem w tym, że w przypadku Bitcoina samo wysłanie zawiadomienia nie oznacza jeszcze, że dotarło ono do osoby faktycznie kontrolującej środki.

Dlaczego sprawa jest tak problematyczna

Największa przeszkoda jest techniczna. Bitcoin nie ma centralnego organu, który mógłby po prostu przenieść monety na podstawie wyroku sądu. Do wydania BTC potrzebny jest klucz prywatny, a bez niego sieć nie pozwala na transfer.

To oznacza, że nawet jeśli sąd przyznałby komuś rację na papierze, wykonanie takiego orzeczenia byłoby w praktyce bardzo trudne, a w wielu przypadkach niemożliwe.

Jak zwracają uwagę komentujący sprawę analitycy, takie działania mogłyby mieć znaczenie tylko w bardzo wąskim scenariuszu — na przykład wtedy, gdy środki trafiłyby do regulowanego custodiana albo giełdy, którą sąd mógłby zobowiązać do działania. W przypadku samodzielnie przechowywanych, dawno nieaktywnych adresów taki mechanizm nie działa.

Adresy z epoki Satoshiego i stare formaty transakcji

W pozwie pojawiają się portfele z najwcześniejszych lat istnienia Bitcoina. To ważne także z technicznego punktu widzenia, bo część tych dawnych monet znajduje się w starych formatach skryptów, takich jak Pay-to-Public-Key (P2PK).

Problem polega na tym, że zawiadomienia wysłane przez powodów miały być kierowane do powiązanych adresów w nowszym formacie Pay-to-Public-Key-Hash (P2PKH), które w części przypadków nie zawierają już środków. Krytycy twierdzą więc, że takie powiadomienie mogło być po prostu nieskuteczne.

Reakcja w branży: ironia i sceptycyzm

Sprawa wzbudziła też żywe reakcje w środowisku krypto. David Schwartz, CTO Ripple, skomentował pomysł z wyraźną ironią, podkreślając, że sąd może wydać orzeczenie, ale sama sieć Bitcoin nie wykona transferu bez podpisu kryptograficznego.

Jego komentarz przypomniał szerszy spór: gdzie kończy się władza sądu, a zaczynają się zasady protokołu blockchain. W przypadku Bitcoina odpowiedź wydaje się prosta — prawo może rozstrzygnąć spór własnościowy, ale nie może zmusić sieci do złamania własnych reguł.

Symboliczny spór o „porzucone” BTC

Cała sprawa ma też wymiar symboliczny. Z jednej strony dotyczy ogromnej liczby monet, które od lat pozostają bez ruchu. Z drugiej uderza w jeden z najważniejszych fundamentów Bitcoina: autocustody.

Jeśli ktoś stracił klucze prywatne, środki mogą być praktycznie nie do odzyskania. Właśnie dlatego określanie takich BTC jako „porzuconych” budzi kontrowersje. Brak transakcji nie musi oznaczać porzucenia — równie dobrze może chodzić o utracone klucze, zmarłych właścicieli albo długoterminowych posiadaczy, którzy po prostu nie ruszają swoich coinów.

Co ten pozew mówi o Bitcoinie

Niezależnie od wyniku sprawy, pozew pokazuje coś bardzo ważnego: Bitcoin nie działa jak tradycyjny system bankowy. W klasycznym finansowym modelu sąd może nakazać blokadę lub transfer środków przez pośrednika. W Bitcoinie taki pośrednik często po prostu nie istnieje.

Dlatego ten spór może okazać się ważniejszy jako test granic prawa niż jako realny sposób na odzyskanie środków. W tle pozostaje też pytanie, które wraca przy każdym takim przypadku: czy można mówić o własności aktywa, którego nikt nie jest już w stanie technicznie kontrolować?

Video

Długie wideo:

Udostępnij

Zobacz inne wiadomości