FBI i Londyn rozbijają crypto-oszustwa
Dwie głośne sprawy pokazują, jak przestępcy kradli krypto przez gry Steam i fałszywych policjantów. Straty liczone są w milionach.
Kryptoprzesiew przez gry i fałszywych policjantów
Dwie osobne sprawy z ostatnich dni przypominają, że największe ryzyko w świecie krypto często nie tkwi w samym blockchainie, lecz w socjotechnice i zainfekowanym oprogramowaniu. W jednej z nich FBI zatrzymało 21-letniego mieszkańca Florydy podejrzanego o ukrywanie malware w grach publikowanych na Steam. W drugiej londyńska policja skazała trzech mężczyzn, którzy podszywali się pod funkcjonariuszy i wyłudzali od ofiar dostęp do kryptowalut.
Malware w grach Steam: setki tysięcy dolarów strat
Według ustaleń śledczych Zyaire Wilkins miał brać udział w kampanii, w której fałszywe gry trafiały na platformę Steam z ukrytym złośliwym kodem. Malware był wstrzykiwany do co najmniej 8 gier, w tym takich tytułów jak BlockBlasters, Dashverse, Lampy, Lunara i PirateFi.
Po instalacji zainfekowanej gry program miał potajemnie wykradać hasła, dane użytkownika i środki z podłączonych portfeli kryptowalutowych. Szacuje się, że złośliwe oprogramowanie trafiło na około 8 000 urządzeń, a łączne straty wyniosły co najmniej 220 000 dolarów, czyli ponad 7 mln złotych. Z napastniczego procederu miało ucierpieć około 80 portfeli krypto.
Śledczy dotarli do podejrzanego, analizując przepływy środków. Jednym z tropów były bony podarunkowe Uber Eats, kupowane za skradzione kryptowaluty. To właśnie po tych transakcjach udało się powiązać aktywność on-chain z konkretnym kontem i adresem domowym podejrzanego.
Londyn: oszuści udawali policjantów
Druga sprawa dotyczy Wielkiej Brytanii. W Londynie skazano trzech mężczyzn: Anthony’ego Ikenwe, Hamzę Bashira i Kevina Nwmamę. Grupa wyłudziła od ośmiu ofiar ponad 4 mln funtów, czyli około 5,4 mln dolarów, działając pod pretekstem ochrony ich kryptowalut.
Schemat był prosty, ale skuteczny. Oszuści kontaktowali się z ofiarami, przedstawiając się jako policjanci, a następnie przekonywali, że ich aktywa są zagrożone i trzeba je przenieść na rzekomo bezpieczne konta. Pomagały im w tym fałszywe strony internetowe, stylizowane na oficjalne serwisy policji.
Jak doszło do wykrycia grupy
Brytyjscy śledczy połączyli kilka rodzajów danych:
- transakcje na blockchainie,
- komunikację między sprawcami,
- dokumenty finansowe,
- dane od platform wymiany,
- informacje od operatorów internetowych.
W efekcie udało się ustalić, że część środków była przerzucana przez skomplikowaną sieć finansową. Policja zidentyfikowała też ponad 1 mln funtów w kryptowalutach na portfelach kontrolowanych przez Ikenwe oraz około 500 000 funtów w gotówce znalezione w skrytce w Dubaju.
W trakcie przeszukań zabezpieczono również 40 telefonów, kryptowaluty i luksusowe przedmioty. Według ustaleń śledczych oszuści finansowali z tych pieniędzy m.in. Rolexy, drogie ubrania oraz podróże do takich miejsc jak Tajlandia, Japonia, Mykonos, Malediwy i Seszele.
Wspólny mianownik: krypto nie chroni przed oszustwem
Obie historie pokazują, że kryptowaluty same w sobie nie zapewniają ani bezpieczeństwa, ani anonimowości. Z jednej strony zagrożeniem może być zwykły użytkownik, który instaluje grę z niepewnego źródła. Z drugiej — przestępcy potrafią wykorzystać zaufanie ofiar, podszywając się pod instytucje publiczne.
Najważniejszy wniosek jest prosty: ostrożność przy instalacji oprogramowania, weryfikacja stron i rozdzielenie portfeli krypto od codziennego sprzętu to dziś podstawy cyberhigieny. W świecie cyfrowych aktywów często to właśnie użytkownik staje się najsłabszym ogniwem.