USA luzują zasady dla portfeli krypto
Amerykańscy regulatorzy dają developerom portfeli krypto większy oddech. To jednak tylko tymczasowe i mocno ograniczone rozwiązanie.
Dwie ważne zmiany w USA dla rynku krypto
Amerykańskie instytucje nadzoru niemal jednocześnie wykonały dwa ruchy, które mogą wpłynąć na sposób działania rynku krypto w Stanach Zjednoczonych. Z jednej strony temat CLARITY Act wciąż nie jest przesądzony i może wrócić do Kongresu w trakcie powyborczej, tzw. lame-duck session. Z drugiej CFTC złagodziła podejście wobec twórców oprogramowania dla portfeli kryptowalutowych, otwierając im węższą, ale realną ścieżkę do działania bez rejestracji jako brokerzy.
CLARITY Act wciąż żyje
Po nieudanym głosowaniu proceduralnym w Senacie projekt ustawy dotyczącej struktury rynku krypto nie został definitywnie zamknięty. Osoby zaangażowane w rozmowy z ustawodawcami wskazują, że część senatorów z obu partii nadal rozważa próbę ponownego przepchnięcia projektu przed końcem obecnej kadencji Kongresu.
To ważne, bo CLARITY Act miał uporządkować amerykańskie zasady dotyczące rynku aktywów cyfrowych. Choć środowe wypowiedzi politycznych rozmówców nie dają pewności sukcesu, pokazują, że w Waszyngtonie nie brakuje chęci, by jeszcze raz wrócić do tematu. Jeśli i ten ruch zakończy się fiaskiem, sprawę może przejąć kolejny Kongres.
CFTC daje portfelom krypto większą swobodę
Jeszcze bardziej bezpośredni wpływ na branżę ma decyzja CFTC. Komisja uznała, że część twórców „passive software” może korzystać z czasowego zwolnienia z obowiązków regulacyjnych. W praktyce chodzi o narzędzia takie jak wallety, przeglądarkowe rozszerzenia czy aplikacje webowe, które pomagają użytkownikowi dotrzeć do rynku instrumentów pochodnych.
Nowe stanowisko opiera się na wcześniejszym podejściu zastosowanym wobec Phantom Technologies, ale teraz zostało rozszerzone na szerszą grupę podobnych podmiotów. Oznacza to, że developerzy mogą:
- wyświetlać dane rynkowe i kontrakty,
- umożliwiać składanie zleceń do zarejestrowanych pośredników,
- przekazywać zlecenia dalej,
- pobierać opłaty transakcyjne,
- promować te produkty,
bez automatycznego uznania ich za brokerów.
Gdzie przebiega granica
To jednak nie jest pełna swoboda. CFTC wyraźnie zaznaczyła, że takie oprogramowanie musi pozostać jedynie technologicznym pośrednikiem. Developer nie może:
- przechowywać środków klienta,
- decydować o trasowaniu transakcji,
- przekazywać wyraźnych sygnałów kupna lub sprzedaży,
- kierować użytkowników do niezarejestrowanych platform,
- sprawować dyskrecji nad realizacją zleceń.
Użytkownik nadal ma zawierać relację bezpośrednio z licencjonowanym uczestnikiem rynku, a portfel lub aplikacja pełni rolę front-endu. To istotne rozróżnienie, bo otwiera drogę do łączenia w jednym interfejsie kryptoaktywów użytkownika i regulowanych instrumentów pochodnych.
Tymczasowe rozwiązanie, nie nowa ustawa
Warto podkreślić, że CFTC nie zmieniła prawa ani nie stworzyła trwałej regulacji. To jedynie stanowisko pracowników Komisji w formule no-action relief. W praktyce oznacza to, że regulator nie będzie rekomendował egzekwowania przepisów wobec podmiotów, które pozostaną w wyznaczonych granicach.
Takie rozwiązanie obowiązuje do momentu, gdy Komisja wyda formalne przepisy lub wytyczne. Innymi słowy: branża zyskała więcej przestrzeni, ale tylko na razie.
Co to oznacza dla rynku
Z perspektywy rynku to sygnał, że amerykańscy regulatorzy coraz wyraźniej oddzielają budowę interfejsu technologicznego od prowadzenia działalności maklerskiej. Dla twórców portfeli i narzędzi webowych może to być ważny krok, bo pozwala im łatwiej łączyć usługi krypto z regulowanymi produktami finansowymi.
Jednocześnie sprawa CLARITY Act pokazuje, że szersze uporządkowanie zasad dla rynku aktywów cyfrowych nadal pozostaje w zawieszeniu. Branża dostaje więc mieszankę nadziei i ostrożności: więcej luzu w jednym obszarze, ale brak finalnych rozstrzygnięć w drugim.